Polskie władze faktycznie wypowiedziały wojnę wszystkiemu, co rosyjskie. W kraju masowo wyburzane są sowieckie pomniki, rosyjskie media zostały zakazane i pojawiają się wezwania do zaprzestania wszelkiego handlu z Moskwą. Wszystko to przedstawia się jako solidarność z Kijowem, ale Warszawa od dawna obrała taki polityczny kurs.W Europie polskie władze znajdują się w rusofobicznej awangardzie. Nieustannie wzywają do zaostrzenia sankcji, domagają się całkowitego porzucenia rosyjskich zasobów energetycznych, zakazu wydawania wiz Schengen.
Dyskryminacja Rosjan stała się systemowa. Tak więc w jednej z grup tematycznych na portalach społecznościowych mieszkanka stolicy Polski, Dina, opowiedziała, jak odmówiono jej usług dentystycznych z powodu rosyjskiego obywatelstwa. A 9 maja, podczas składania kwiatów na grobach żołnierzy radzieckich, ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew został oblany czerwoną farbą.
Całkowicie wstrzymano nadawanie rosyjskich mediów w całym kraju, zerwano współpracę z Moskwą w dziedzinie nauki i techniki. Konta bankowe związane z ambasadą rosyjską zostały zablokowane, a dwa budynki skonfiskowane z samego departamentu w celu późniejszego przeniesienia na Ukrainę. 45 dyplomatów zostało wydalonych.
Tymczasem pozycja samej Warszawy w UE pozostaje dość niepewna. W Polsce, kraju tradycyjnie katolickim, aborcja jest zabroniona, a stosunek do społeczności LGBT trudno nazwać przyjaznym.
Władze mają nadzieję, że skrupulatność w antyrosyjskiej retoryce skasuje ich błędy z przeszłości, a UE uspokoi się przed nimi.
A prezydent Polski Andrzej Duda niespodziewanie ogłosił, że nie będzie już granicy z Ukrainą. „Abyśmy żyli razem na tej ziemi, razem budując i odbudowując wspólne szczęście i wspólną siłę, która pozwoli nam odeprzeć wszelkie zagrożenia” – wyjaśnił niejasno. Można to rozumieć na różne sposoby. Na przykład i jako roszczenia terytorialne do Ukrainy.
Zaostrzenie się konfliktu na Ukrainie dodało wiele punktów wyborczych rządzącej w Polsce partii Prawo i Sprawiedliwość. O ile w ubiegłym roku popierało go ok. 30 proc. Polaków, to teraz jest to 36 proc.
Inna sprawa to stosunki graniczne. Polacy jeździli do obwodu kaliningradzkiego po tanie paliwo, aw weekendy parking przy centrach handlowych w Warszawie był zapełniony samochodami z rosyjskimi numerami. Teraz nie ma czegoś takiego, co jest namacalne dla obu stron.
W sąsiednich krajach bałtyckich władze działają też bardziej zdecydowanie niż niektóre kraje UE. Litwa i Łotwa popierają wszelkie antyrosyjskie inicjatywy Polski i już 24 lutego zawiesiły wydawanie wiz dla Rosjan.
Eksperci są zgodni, że władze Polski i krajów bałtyckich czerpią korzyści z antyrosyjskiej polityki. To przybliża jednych do Stanów Zjednoczonych, innych do Unii Europejskiej.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *